26-letni Zygmunt Izdebny nie brał udziału w walkach z demonstrantami 26-letni Zygmunt Izdebny nie brał udziału w walkach z demonstrantami

26-letni Zygmunt Izdebny nie brał udziału w walkach z demonstrantami. Zmarł w wyniku trwającego dwie godziny bestialskiego katowania (© IPN)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Za pieniądze poznańskiego samorządu wydano książkę, stawiającą znak równości między bohaterskimi uczestnikami Poznańskiego Czerwca, a osobami skazanymi za bestialskie zabicie niewinnego człowieka. Sprawa oburza kombatantów i dziwi historyków.

Chodzi o wydaną za akceptacją poznańskiego Wydziału Kultury i Sztuki książkę „Poznańskie procesy 1956. Proces trzech” Kingi Przyborowskiej. Autorka dedykuje publikację nieżyjącym już: Józefowi Foltynowiczowi, Jerzemu Sroce i Kazimierzowi Sroce. Skazano ich na kary 4–4,5 roku więzienia za współudział w śmiertelnym pobiciu 28 czerwca 1956 roku idącego do pracy, nieuzbrojonego kaprala Zygmunta Izdebnego, wartownika z Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Autorka staje w obronie skazanych, chociaż wszyscy przyznali się do udziału w biciu Izdebnego i nie kwestionowali tego faktu nawet ich obrońcy, w tym słynny mecenas Stanisław Hejmowski.

– Foltynowicz, Sroka i Żurek mieli tego pecha, że znaleźli się w niewłaściwym miejscu o nie- właściwym czasie. Skazanych w „procesie trzech” powinno się uznać za ofiary systemu – uważa Przyborowska. W rozmowie z nami dziwiła się niechęci do skazanych ze strony kombatantów Czerwca ’56.

– Nie rozumiem, dlaczego z pieniędzy miasta wydaje się takie książki. Ofiarami Czerwca ’56 byli ci wszyscy, którzy wystąpili przeciwko władzy, zginęli z rąk UB i wojska lub byli represjonowani za walkę o wolność. Jak można mówić, że uczestnicy linczu na Izdebnym byli ofiarami? Dla skazanych w „procesie trzech”, gdyby dziś żyli, nie byłoby miejsca w organizacjach kombatanckich – twierdzi stanowczo Włodzimierz Marciniak, szef Związku Kombatantów i Uczestników Powstania Poznańskiego Czerwca.

– Zabicie Izdebnego rzuciło cień na Poznański Czerwiec. Przecież wtedy ludzie nie wyszli na ulice, by zabijać niewinnych, tylko by walczyć o swoje prawa – mówi Aleksandra Banasiak, pielęgniarka ranna w 1956 roku.
Wydanie z funduszy miejskich publikacji zrównującej skazanych za udział w linczu z bohaterami Czerwca dziwi nie tylko kombatantów, ale również znawców tematu.

– Nie znam treści publikacji, ale na podstawie moich badań nad „procesem trzech” nie mam wątpliwości, że czyny, za które skazano oskarżonych miały charakter kryminalny. Nie można ich porównać do osób sądzonych w innych procesach za występowanie przeciwko władzy PRL – mówi prof. dr hab. Jan Sandorski, prawnik z UAM, autor publikacji o procesach poznańskich z 1956 roku.


Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (7)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

wkII (gość)

Tak to jest kiedy na stanowiskach trwają ludzie - nieuki, debile, którzy nigdy na tych stanowiskach znaleźć się nie powinni. Biorą się za wydawanie wspomnień a nie są, jełopy, , zdolni do przeanalizowania sytuacji historycznej.

rex (gość)

Po prostu dodam, ze z Mikołajem Pomarnackim którego niestety złapano kończylismy ten sam prywatny ogólniak...on maturę zdawał dwa lata wcześniej...braliśmy razem udział nie wiedząc jeden o drugim że walczyliśmy na tym samym terenie gmachu UBP przy ul Kochanowskiego...Ediego Polo poznałem jako student, bo chodziliśmy w pasażu kina Apollo do kawiarni "słodka dziurka"..pamiętam miał na końcu członka wytatuowaną muchę i na d...e wytatuowaną mysz, która ucieka mu do d...y...piszę o tym, bo w ubikacji w/w kawiarenki pokazywał nam te tatuaże i dlatego że może to być dowód iż pisze prawdę. EDI tzw włoski bandyta był konikiem..sprzedawał nam taniej bilety do kina. Obydwoje w/w byli skazani w tym słynnym poznańskim ich procesie. Mnie ze studiów wywalili bo w październiku byłem jednym z organizatorów wystąpień studenckich i tam podczas masówki pod wpływem mojego wystąpienia chciano zrzucić z drugiego pietra balkmonów na posadzkę holu Przewodniczacego ZMP naszej uczelni ! Poszukano mnie po tygodniu i oskarżono w ohydny sposób, że ukradłem studentom ze Szwecji przebywającym u nas w akademiku maszynkę do golenia i krem. Dostałem manto na MO przy Al. Marcinkowskiego oraz wilczy bilet. Pozdrawiam..Takie były czasy...a szpicli wśród studentów i szuji mnogo! Do Poznania nigdy juz nie powróciłem.

rex (gość)

UB-ek do chłopaków którzy zrzucali z dachu Ubezpieczalni na ul. Dąbrowskiego anteny zagłuszające Radio Wolna Europa... dom ten z którego strzelał -pamiętam do dzisiaj- stoi na przeciwko Ubezpieczalni z wejściem głównym przy ul. Dąbrowskiego... wbiegliśmy do klatki schodowej, żeby pojmać tego UBeka i gdy już byliśmy na schodach pierwszego piętra, to wpadł w nasze ręce. Był uzbrojony w pistolet i miał na sobie beżowy pokrowiec spod którego widniał mundur. Andrzej zabrał mu pistolet... wyciągnęliśmy szarpiącego się UB-eka siłą na ulicę a tam wpadł w "objęcia" tłumu tych którzy również widzieli jak śmieć strzelał do w/w chłopców. Ludzie podobno gonili jego aż na Dworzec Główny i być może to właśnie był ten opisywany kapral Zygmunt Izdebny, gdyż na drugi dzień dowiedziałem się, że Poznaniacy gonili uciekającego łobuza aż na Dworzec Główny PKP i tam podobno go zabili. Piszę dlatego teraz po 56 latach,bo akurat o nim tu czytam. Z Poznania musiałem uciekać wraz z moim kolegą Mirkiem G....m studentem Politechniki na Śląsk, do pracy w kopalni przed powołaniem do karnej kompanii Wojska Ludowego....

Paweł (gość)

Popieram "3 słowa do". Czytając artykuły prasowe tylko naiwny wierzy w ich 100% prawdziwość. A głupi w prawdziwość słów, pod którymi nikt z nazwiska nie chce się podpisać (jak w artykule GW).

m&m's (gość)

Panie Poznaniaku 2009 bardzo ubolewam nad faktem, że żyjemy w tym samym mieście i któregoś dnia przyjdzie mi minąć tak nieciekawą postać na ulicy. Z tego co widzę swoją wiedzę opiera Pan tylko na sądach podrzędnego redaktorzyny z GW... Winszuję roztropności w wyborze czytanych artykułów :) Proszę nie nie oceniać ludzi, o których się nic nie wie. Władze Instytutu Historii UAM to grono wybitnych osób i prawdopodobnie nie spodoba im się, że taki cham i prostak jak Pan Poznaniak 2009 obraża ich pracownika, któremu nikt nie może nic zarzucić.
Jest Pan dla mnie zerem Panie Poznaniaku 2009.

Kimek (gość)

wiele głupot sie wypisuje na temat czerwca 56 r a celuja w tym naukowcy naginając rzeczywistosc do swoich tez.Akurat jest związek przyczynowy miedzy wydarzeniami na dworcu a dniem 28.6.56 bo gdyby nie była w miescie taka sytuacja nie doszlo by do wydarzen na dworcu.Sprawcy pobili Izdebnego a nie zamordowali.Jest to pobicie z skutkiem smiertelnym a nie mord kryminalny jakby niektorzy chcieli.Akt oskarzenia kwalifikcja czynu -zbrodnia stanu mkk.Kombatanci solidarnosciowcy i [rof.Sadurski chcieliby jak to zrobuiła komuna za PRLu odpisac ten epizod ale sie nie da panowie bo jest integralnie związany z dniem 28.6.56 a nie jakims innym Wszystko co sie w tym dniu zdarzyło jest związane z czerwcem 1956 i njie da sie tego oddzielic

Poznaniak2009 (gość)

Rok temu była afera z książką kombatantów '56, bo napisano w niej, że Aleksandra Banasiak bezprawnie (nie była ranna, tylko udzielała pomocy rannym!) posiada uprawnienia kombatanckie w świetle obowiązującej ustawy. Zaświadczenie w tej sprawie wystawił jej dr Stanisław Jankowiak z IPN w Poznaniu. Jankowiak uprawiał także mobbing w IPN za co stracił stanowisko naczelnika i został usunięty z IPN. Teraz promuje książkę kompromitującą kombatantów, z którymi zrównał zwykłych morderców. O co w tym wszystkim chodzi? Kim w rzeczywistości jest doktor habilitowany Stanisław Jankowiak dziś profesor nadzwyczajny w Instytucie Historii UAM. Co na to władze Instytutu i Uniwersytetu????

Poznaniak 2009