Bartosz Zmarzlik przeszedł do historii. Zrobił to drugi raz z rzędu

Andrzej Bartkowiak
Andrzej Bartkowiak
Andrzej Bartkowiak
Sezon Grand Prix na żużlu zakończony. Dwa ostatnie turnieje dostarczyły wielu emocji, aczkolwiek ten finałowy dostarczył większych emocji, bo stawka była bardzo wysoka. Rozgrywała się bowiem walka o tytuł mistrzowski, jak i o utrzymanie, a to gwarantowało znalezienie się w czołowej szóstce.

Pierwsza impreza rozegrana w Toruniu przyniosła dużego kalibru niespodziankę. Max Fricke na pewno nie był w gronie faworytów do triumfu. Australijczyk w klasyfikacji generalnej zajmował odległe miejsce. Niczym specjalnym do tej pory się nie wyróżnił. Miał jednak swój dzień. Ten kto postawił na zawodnika z Antypodów mógł zgarnąć fortunę.
Runda zasadnicza była piekielnie wyrównana. O awans do półfinałów drżał do końca Bartosz Zmarzlik. Lider i mistrz świata zanotował nawet upadek i balansował na granicy awansu. Ostatecznie ta sztuka mu się udała, bo na koncie Polaka znalazło się 9 punktów. Rundę zasadniczą wygrał za to Maciej Janowski, który jeździł bardzo równo. Kolejny słaby turniej pojechał Patryk Dudek, który trzy razy przyjeżdżał na końcu stawki. Rozkręcał się Emil Sayfutdinow, który jednak znów rywalizację zakończył na półfinale. Z tych do decydującej rozgrywki awansowali odpowiednio: Fricke i Janowski oraz Zmarzlik i Woffinden. W finale triumfował wspomniany Fricke przed Janowskim i Woffindenem. Mistrz świata zamknął stawkę. Na tym turnieju dwa punkty do Polaka w łącznej klasyfikacji odrobił „Tajski, który wskoczył na drugie miejsce, spychając na trzecie Lindgrena.

Zmarzlik znów to zrobił

Przed ostatnim, finałowym turniejem na Motoarenie wszystko wciąż było możliwe. Liderujący Zmarzlik czuł oddech Woffindena oraz Lindgrena. Zadanie miał proste i ambitne. Nie oglądając się na innych musiał wjechać do finału, by zostać drugi raz z rzędu mistrzem świata. Znów jednak męczył się niemiłosiernie i tak jak dzień wcześniej jego awans do półfinałów wisiał na przysłowiowym włosku. Znów wywalczył 9 punktów, co dało 7 miejsce po rundzie zasadniczej. Oznaczało to oczywiście, że przy wyborze pól dostanie to, co zostawią mu rywale. Ponownie lepiej w regulaminowych 20 biegach prezentował się Maciej Janowski., zdobywając 12 punktów. O punkt lepszy był niezwykle zdeterminowany Lindgren.
W pierwszym półfinale startował Zmarzlik, któremu zostało czwarte pole startowe. Polak od razu pojechał szeroko, by nabrać prędkości. Mimo, że został z tyłu na prostej przeciwległej już na wejściu w drugi łuk minął odważnym atakiem Woffindena i Madsena. Lindgrena już nie dogonił, ale „wjazd” do finału zagwarantował mu obronę tytułu mistrza świata. W drugim półfinale najlepsi okazali się Janowski i Łaguta. Wykluczony po upadku z pierwszego podejścia został Sayfutdinow, grzebiąc szanse na czołową szóstkę w generalce.
W finale Zmarzlik, który wydawało się, że jest już zadowolony z obrony tytułu stoczył zwycięską walkę z Janowskim. Nie liczył się Łaguta, któremu jednak przypadło trzecie miejsce. Po finale odbył się jeszcze bieg dodatkowy, bowiem po 8 rundach Woffinden i Lindgren mieli po 117 punktów. Srebro ostatecznie zdobył Brytyjczyk.

Pod kreską świetne nazwiska

Przed obecnym sezonem w Grand Prix wprowadzono istotne zmiany regulaminowe. Wiadomo było, że na przyszły rok pewnymi jazdy w elicie będzie sześciu najlepszych zawodników klasyfikacji generalnej. Poza medalistami znaleźli się tam również: czwarty Maciej Janowski, piąty – Leon Madsen i szósty – Jason Doyle. Pod kreską znaleźli się dwaj Rosjanie: Artiom Łaguta oraz Emil Sayfutdinow. Ale także Martin Vaculik, czy Max Fricke. Promotor Grand Prix nie miał jednak ciężkiego orzecha do zgryzienia. Już nazajutrz ogłosił szczęśliwców, którzy otrzymali "dzikie karty" na sezon 2021. Cała wymieniona czwórka, która zajęła miejsca 7-10 uzyskała nominację. Piątym szczęśliwcem jest Anders Thomsen, który ma bardzo dobry sezon w barwach zespołu z Gorzowa. Zgodnie z przypuszczeniami dzikiej karty zabrakło dla Patryka Dudka, bo to był jego słaby sezon. Poza tym w mistrzostwach świata w przyszłym roku i tak będzie się ścigać trójka biało-czerwonych, bo z Grand Prix Challenge awansował Krzysztof Kasprzak.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie